Bloog Wirtualna Polska
Są 1 264 294 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O mnie

Sylwia Kubryńska - pisarka, autorka Last Minute, pierwszej polskiej powieści o seks turystyce. Laureatka nagród za opowiadania: Najlepszy Kochanek na Świecie, Tragedia Posejdona i wyróżnienia za Najlepszy Blog na Świecie*.

O moim bloogu

Trzecia połowa kobiety, czyli baby są jakieś... lepsze:)

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 400051

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

Kategorie

Jak się bawimy?

środa, 29 sierpnia 2012 22:58

Wyodrębnia się kilka wariantów imprez. Bywają planowane, bywają spontaniczne, jednak łączy je jedna cecha – wszystkie są do bani.

 

A tak się bawią Włosi:)

 

Pierwszy wariant to tak zwane wyjścia. Tak więc wychodzimy do lokalu, a że mamy jednak kawał drogi, nie wychodzimy wcale, tylko wyjeżdżamy. Wyjeżdżamy samochodem własnym lub tramwajem, taksówką, diabli wiedzą czym jeszcze, jednym słowem – kolebiemy się.

 

W pierwszym przypadku sytuacja jest bardzo nieciekawa. Przyjeżdżamy na miejsce, zamawiamy kolę, kawę, kolę, herbatę, sok, kolę, siedemnastą kawę, sok. Po godzinie opici jak bąki patrzymy z niesmakiem na roztańczonych znajomych i zachodzimy w głowę, co zabawnego jest w dowcipie:

- E, a znacie, przychodzi baba, ten e, facet… baba do tego… weź Fifek zamów mi browar…, baba do lekarza, a lekarz, e, słuchajcie… i dwie wódki, a lekarz… khk… Fifek, elemy lajty!

 

Wreszcie zaczynamy marzyć o samotności w domu, o zimnym Leżajsku w naszej lodówce, o sześciopaku Czterdziestolatka w naszym DVD i wannie z musującym proszkiem marki sefora, zakupionym w esemesowej promocji. Niestety, nasze wyjście po angielsku w ogóle się nie sprawdza, znajomi wszczynają raban, ALE TO ZE MNĄ SIĘ NIE NAPIJESZ?!

 

Innym razem jedziemy taksówką, tramwajem, autobusem, marzniemy, buty nam mokną, wreszcie dobijamy na miejsce, zamawiamy duży browar, szast prast, drugi, trzeci, przychodzi wreszcie półtora znajomego i oznajmia z miejsca, że dziś sorry, pić nie może. Język nam się plącze, przed oczami ciemno, do domu daleko, wizja powrotu mroczna, taksówka pół bańki, tramwaj ma awarię, w ogóle jest nam niedobrze.

 

Zapraszamy więc gości. W domu niby bezpiecznie, leżanka, sofa, lodówka, apteczka. I kuchnia. I dwie godziny przy garach. I trzy godziny z mopem. Padamy na twarz, wchodzą goście. Oczywiście z winem, bez wódki. My mamy na wino alergię, oni chyba też. Lecimy więc do nocnego, w portfelu już wieje, w lodówce już echo, a my wciąż się staramy, a my jeszcze wierzymy. Nastawiamy zbieraną przez miesiąc składankę fankową, goście z miejsca przywierają do odtwarzacza i zmieniają na KULT. Wypijamy dwa piwa, dostajemy migreny, chce nam się spać, niestety, są goście. Do rana. Późnego.

 

Jest jeszcze inna wersja, odwrotna. Nas zapraszają. Nas zapraszają rzadko, prawie nigdy. Jedziemy więc do znajomych, kupujemy flaszkę, Johnie Walkera, może jakieś kwiaty, nie wiem, nie znam się, nie mam doświadczenia, ale mam dobre chęci, tak więc przychodzimy cali mili, a tu od progu rozkaz, rozporządzenie takie, żeby buty zdjąć. I w skarpetkach poginać! Z Johnie Walkerem w skarpetkach, dżisas…

 

Spotkania ze znajomymi mogą być też spontaniczne. Spontanicznie napotkanego radzę ignorować, odwracać głowę, patrzeć na wróble. Broń Boże: zaczepiać. Raz zaczepiony snuje się jak cień, opowiada o dzieciach, o stryjku i wujku, o strzykaniu w kolanie, o racie na auto, o chlorowaniu basenu, o nawozach do tuj. Pokazuje zdjęcia w komórce, wyciąga na kawę. Kawa ze spontanicznie napotkanym znajomym nigdy się nie kończy, kosztuje fortunę, w dodatku naszą. Słowem - koszmar.

 

A w ogóle to się lepiej z nikim nie spotykać, życie to czarno-biały film, w którym białe klatki to siwy dym, a czarne – gęsty sen, dwie fazy naprzemienne: ciężkiej pracy z nadgodzinami oraz stuporu przed telewizorem, Facebookiem, gadu gadu.

W tym układzie nie ma szans na pitolenie o Szopenie, na wódkę w parku, śniadanie na trawie, kawki w kawiarenkach. Lepiej zostać w domu.

 

A Włosi niech się bawią...


Podziel się

komentarze (25) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  400 051