Bloog Wirtualna Polska
Są 1 264 294 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O mnie

Sylwia Kubryńska - pisarka, autorka Last Minute, pierwszej polskiej powieści o seks turystyce. Laureatka nagród za opowiadania: Najlepszy Kochanek na Świecie, Tragedia Posejdona i wyróżnienia za Najlepszy Blog na Świecie*.

O moim bloogu

Trzecia połowa kobiety, czyli baby są jakieś... lepsze:)

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 400056

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

Kategorie

Najlepszy sylwester na świecie

wtorek, 27 grudnia 2011 10:13

Nowy Rok napiera jak apokalipsa. A my tu ciułamy, my się wahamy, liczymy grosze? Helloł!

 

Nikt cię nie zaprosił na sylwestra, a w portfelu przeciąg? Bez obaw, świat stoi przed tobą otworem, świat jest w zasięgu ręki. I już tłumaczę, jak go zdobyć.

 

Siadam przed komputerem i szukam najświetniejszej gali sylwestrowej. Wrzucam w Google „sylwester 2011”. Paryż? Czemu nie? Klikam Paryż, wyskakuje: „tanio”. Tanio mnie nie interesuje. Ja chcę się bawić na poziomie. O, hotel cztery gwiazdki, pięć... niech będzie. Pola Elizejskie? Klikam. Pakiet Spa? Klikam. Room servis? Klikam. Wypas na maksa? Klikam.


Dobra, rezerwacja w toku, ja tymczasem muszę się rozejrzeć za jakimś transportem. Nie pojadę przecież do Paryża pekaesem! Wrzucam: Paryż loty. Wyskakuje Wizzair za 57 ziko. Co mi jakiś Wizzair? Ja lecę na sylwestra, na galę swojego życia, nie buraki pielić. Klikam Airfrance. Przy oknie. Z przodu. Ubezpieczenie? Dawać ubezpieczenie. Dodatkowy bagaż? Goła nie polecę. Kolorowe drinki? Głupie pytanie. Klik, klik, klik.


Kiecka. Buty. No i jakiś diadem, perły, brylanty. Armani, nie armani, koszty nie grają roli. Klikam jak leci: do koszyka, do koszyka. Jestem w burżuazyjnym kosmosie, w galaktyce arystokracji. Lecę przez przestworza blichtru na czerwonym dywanie ku niebu luksusu, by nagle gwałtownie zahamować przed ostatnią, ostateczną ikonką KUPUJ.


Podliczmy, ile mnie wyniesie ten paryski splendor? Hotel, gala, samolot... kiecka, buty... Jeszcze jakieś żarcie po drodze, jeszcze jakiś kaprys w Duty Free... Hm, dziesięć tysięcy euro...


Dziesięć tysięcy euro?! Czterdzieści pięć tysięcy złotych? W jedną noc?!

 

To nie jest, proszę Państwa, moment na wahanie. To nie jest czas na dywagacje. Nadchodzi Nowy Rok. Ba! Nowy Rok pruje z prędkością kosmiczną niczym kometa Halleya. Nowy Rok napiera jak apokalipsa. A my tu ciułamy, my się wahamy, liczymy grosze? Helloł!


Klikamy. Klikamy i to szybko:

Dziesięć... dziewięć... osiem... siedem.... cztery... trzy... dwa... jeden...


ANULUJ.


Happy New Year! Happy New Year! Zaoszczędziliśmy właśnie dziesięć tysięcy euro! Czterdzieści pięć tysięcy złotych do przodu! Paryż? Jaki Paryż? Taka kasa w jedną noc? To jest, drodzy Państwo, Las Vegas. To jest rozbicie kasyna. To jest skok na bank!

 

Teraz już, spokojni i bogatsi o blisko pół bańki, spokojnie możemy stanąć u wrót Nowego Roku. Szczęśliwego Nowego Roku.


PS. Przez wrodzoną skromność wybrałam ten parchaty Paryż. Wam polecam sylwester z gruber rury. Na bogato. Sidney, Moskwa. Nowy Jork. Nie bądźcie frajerami.


Podziel się
oceń
14
1

komentarze (39) | dodaj komentarz

Idą święta...

sobota, 24 grudnia 2011 0:03

Popłakałam się, bo na podłodze w łazience leżą od kilku godzin, zawinięte w folię, trzy karpie. Żywe


Mam kota. I to się fatalnie składa, bo ja nienawidzę kotów. Na widok tego zarośniętego ścierwa staje mi w gardle kłębiasta kula włosów. Zabiłabym bez namysłu, gdybym nie była taka wrażliwa, gdyby mnie nie wychowali na takiego mięczaka, co nikomu krzywdy nie zrobi. No i gdybym umiała takiego kota złapać.


Bo kota się nie da złapać. Spieprza jak wiewiórka. I tak samo jak wiewiórka jest durny. Patrzy tymi swoimi głupimi oczami z daleka czekając na to, co go jedyne na świecie obchodzi. Na puszkę z żarciem. Dźwięk otwierania puszki wywołuje go z każdego niebytu, nawet jeśli ma urwaną łapę, ogon, nawet jak jest uśpiony po kastracji, nawet gdy go nie ma, to i tak jest i pojawia się jak duch, popieprzony sierściuch.

 

Przyłazi zdziwiony, że to tylko pomidory krojone z Biedronki. Albo fasolka czerwona. Głupi kot. Nienawidzę kotów.


Od lat patrzę na swojego kota z nadzieją, że dziś właśnie będzie ten cudowny dzień, kiedy to paskudztwo nie wróci z nocnego spaceru. Niestety. Wraca. Wraca i zjada moją wigilijną kolację. Włazi na blat i ciamka. Zostawia ślady swoich odrażających łap na desce do krojenia. Śpi w moim łóżku! Na białym prześcieradle zostawia piach, błoto, wszelki brud jemu tylko znany.


Jezu, jaki on jest głupi! Kiedy odkurzam, odwraca głowę, że niby nie widzi! Że go niby nie ma! Albo, może, że tego odkurzacza nie ma? Co on sobie myśli ten skończony kretyn? Myśli w ogóle? W głowie ma tylko puszkę, wizję puszki, niech będzie z pomidorami, co tam, puszka zamiast czaszki, zamiast mózgu: fasolka.


Mogłabym zabić, czemu nie? Zdjęłabym futro, zrobiłabym kołnierz. Oczy szklane. Tak samo puste jak te, co z daleka, wiewiórcze, gapią się na puszkę. Łapki plastikowe na zapinkę… nigdy by mi już nie zostawiły śladu na mojej pościeli. Oraz blacie.


Zamordowałabym. Udusiła. Albo nie… Zastrzeliła. Mam w domu taki mały pistolet na gaz. Zadziała? Jak nie zadziała, to utopię. Otruję! Do puszki wsypię truciznę jakąś, skąd u diabła truciznę wziąć na koty?


Może go kapciem, jak pająka, załatwię?


Może go przestraszę, że zawału dostanie?


Może go w depresję wpędzę, że się sam zabije?


Ja właściwie nie o tym chciałam pisać. Chciałam napisać, że popłakałam się dziś strasznie, bo w mojej pracy na podłodze w łazience, leżą trzy karpie. Trzy karpie zawinięte w foliową torbę szamoczą się w beznadziejnym starciu z nadchodzącą pomału, pomału, cholernie powoli nadchodzącą śmiercią. Śmiercią poprzedzoną wielogodzinnym transportem, w ścisku, jeden przy drugim. Są zabijane powoli, powoli szarpane, duszone, w siatkę foliową zawijane szamoczą się na podłodze w łazience, w siatce z napisem "Asia, 2 kg, dwanaście pięćdziesiąt/kg". To na wigilię dla Asi, dla całej masy Aś na wigilię jest w całej masie siatek cała masa szamoczących się, na wpół uduszonych karpi.

 


Podziel się
oceń
14
1

komentarze (17) | dodaj komentarz

Facet Idealny

poniedziałek, 05 grudnia 2011 10:17

Nieznajomy w podróży taszczy bagaże. Ale niezbyt ochoczo, bo wyjdzie, że złodziej.

 

Facet Idealny polega na tym, że nie istnieje. Ale jeśli już istnieje, to:


Po pierwsze jest przystojny. Ale nie za bardzo, żeby się baby nie oglądały. Po drugie starannie ogolony. Z dwudniowym zarostem.


Kolejna sprawa: oczy. To ważne. Oczy muszą być jasne, przejrzyste, uczciwe, najlepiej czarne. Włosy? Długie gęste kręcone, dokładnie przystrzyżone. Blond o zdecydowanej kasztanowej barwie, z lekką łysiną. 


Niezbyt wysoki, dwa metry. Szczupły, wysportowany, z brzuchem. Totalny luzak w garniturze. Wydepilowany niczym małpa. W łóżku delikatny jak bestia. Wrażliwiec, poeta. Umięśniony jak Schwarzenegger.


Szarmancki. Nieznajomy w podróży  powinien taszczyć bagaże. Ale niezbyt ochoczo, bo wyjdzie, że złodziej. Powinien się serdecznie uśmiechać, półgębkiem, najlepiej wcale. Sprawiać wrażenie miłego, stonowanego, odpowiedzialnego wariata.


Świetnie, gdyby był lekarzem. Artystą. Księgowym. Kierowcą rajdowym.


Żeby miał psa. To znaczy kota. Świnkę morską. Rybki. Żadnych zwierząt!


Co jeszcze?


Musi być inteligentny. Tylko żeby się nie mądrzył! Miły. Ale nie jakiś milutki. Dowcipny, ale nie wesołek. Taki trochę zadziorny, zawadiacki. Hm, typ spod ciemnej gwiazdy... Ale z kryształową przeszłością!


Chodzi o to, żeby nas po rękach całował, w drzwiach przepuszczał i rachunki płacił. I nie puszył się tym męskim szowinizmem, z cmokaniem w dłoń nie wyskakiwał. I niech pamięta, że jesteśmy niezależne, w końcu stać nas, u diabła, na zapłacenie rachunku!


O, żeby mówił komplementy. Tylko, niech nie przesadza. Właściwie, lepiej niech się w ogóle nie odzywa.


Ma być wierny. I zazdrosny jak talib. Niech się jednak nie wtrąca w nasze sprawy, bo i tak ich nie zrozumie. Choć, oczywiście, jest cudownie wyrozumiały.


Podsumowując, Facet Idealny to piekielny macho, sto procent mężczyzny, chodzący testosteron. Świetnie gotuje, robi zakupy, zajmuje się dziećmi. Ba! On karmi je piersią.

 


Podziel się
oceń
17
1

komentarze (40) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  400 056